piątek, 6 listopada 2015

CŻCK - Rozdział 15: Potrzebuję miłości... Ale na co mi ona, gdy nie mogę żyć?

   - Wstawaj... Belly, otwórz oczy - Will lekko potrząsnął dziewczyną leżącą na łóżku.
-Hyyyy? - zamruczała ospale.
-Wstawaj. Twój telefon dzwoni już od kilku minut - szepnął jej Will do ucha.
- Odbierz - powiedziała sennie.
- Haha, nie. Dzięki - zaśmiał się.
- Czemu? - otworzyła lekko oczy, zdziwiona.
- Jason się dobija - powiedział już poważniej,
   - Jezu, skąd ten człowiek ma mój numer? - niechętnie otworzyła szczerzej oczy i zerknęła na wyświetlacz telefonu leżącego na pobliskiej szafce nocnej.
- Świry mają swoje sposoby - stwierdził Will pod nosem.
   -Co mówiłeś?
- Hm? Nie, nic.
   Isabel odrzuciła szybko połączenie i uśmiechnęła się do chłopaka.
- Mamy cały ranek dla siebie - szepnęła.
   Will pomyślał, że w tym stanie jest rozczulająca. Z totalnie roztrzepanymi włosami, zaspanymi, wielkimi, ciemnymi oczami, lekko otwartymi ustami... Wygląda tak słodko i niewinnie, przeszło mu przez myśl.
   - Czemu mi się tak przyglądasz? - Belly zmarszczyła nos.
   - Wciąż nie mogę się nadziwić, że tu jesteś. Chwila, chwila... Czy ja to powiedziałem na głos?
   - Tak - Isabel przygryzła dolną wargę. - I bardzo się cieszę.
   - Że tu jesteś czy że to powiedziałem?
   - I dlatego, i dlatego - przybliżyła się go niego.
   - Słodko wyglądasz w mojej koszulce - skwitował zabawnie Will.
   - Może przekonamy się jak ty wyglądasz w mojej?
   - Może lepiej nie, hahahaha.
   Zadzwonił telefon.
   - Cholera jasna, odbierz - wymknęło się Williamowi.
   - Co mu odbiło? - zirytowała się Isabel. - Halo?
   - Belly? Gdzie jesteś? - usłyszała ze słuchawki.
   - No jak to gdzie? W domu. Skąd masz mój numer?
   - Myślałem, że przyjdziesz rano. Niedługo dostanę wypis.
   - Świetnie, Czyli nie będę ci już potrzebna - zastanowiła się na głos.
   - No alee.. Nie mam dokąd wracać... - szepnął.
   - Jak to nie masz gdzie wracać? - teraz Isabel naprawdę się zdziwiła. Przecież był tutaj, w mieście wcześniej, czyli musiał mieć jakiś kąt.
   - Miałem zatrzymać się u kolegi, ale usłyszał co się stało i stwierdził, że znów się naćpałem. Powtarzałem mu, że przecież z tym skończyłem, ale nie chciał wierzyć...
   Belly spojrzała na Willa i pokazała palcem na telefon. Chłopak zaczął wymachiwać nerwowo rękami w geście przeczenia, ale było za późno. Dziewczyna już mówiła do słuchawki:
- Słuchaj, ja nic ci nie mogę powiedzieć. Dam ci Willa, może się dogadacie
Jason starał się zaprotestować, ale nie zdążył.
- Tylko nie rozwal mi telefonu - zaśmiała się Isabel, podając telefon siedemnastolatkowi.
- Ha ha ha. Bardzo śmieszne - mruknął nie zbyt zadowolony.
   - Pogadajcie sobie chwilę, chłopcy. ja zmykam na dół robić śniadanie. Jeśli telefon pozostanie w całości, może nawet zrobię twoją ulubioną kawę - zaśmiała się i szybko uciekła przed niemal morderczym spojrzeniem Willa.
   Zamknęła zręcznie drzwi od sypialni i na paluszkach, w długiej, białej koszulce należącej do współlokatora, pomknęła po schodach. Nie miała zbyt wielkiej ochoty słuchać tego, co w tej chwili dzieje się w tamtym pokoju.

Moje życie było mniej skomplikowane. Wolałabym, żeby nadal takie było. 
Mam Willa. Co z tego? No jasne, kocham go. Tylko... Tylko wiem, że będzie cierpiał. 
Ale ja jestem niezdecydowana. Chciałam tak strasznie, żeby wrócił, tak bardzo pragnęłam, aby wszystko było jak dawniej. Cholera, nie przewidziałam konsekwencji. Jak zawsze zresztą. Po prostu marzyłam o miłości, chciałam tak bardzo jego miłości. Równie mocno jak życia. 
Życie... Czuję jak mi się wymyka. Małymi kroczkami wycofuje się do tylnych drzwi, niczym nastolatek wymykający się w domu. Skrada się po cichutku, żeby nikt nic nie zauważył. Skrada się bez butów, żeby nikt nie usłyszał... Ale ja wiem.
Lekarze wielokrotnie proponowali mi chemię. Nie wierzę, że ona miałaby cokolwiek pomóc. Po prostu będę naładowana czymś chemicznym, moje włosy całkiem wypadną, stanę się brzydka, bez siły, będę wymiotować... Nie, dzięki.
Wolę umrzeć jak człowiek, którym jestem.
Ale jeszcze żyję. 
Jeśli to czytasz, może myślisz, że się poddałam. Ale tak nie jest. Kocham Cię, chciałabym żyć równie długo jak Ty i kochać Cię tak długo, ile byłoby to możliwe. Nie miej do mnie pretensji o nic. Jestem realistką, po prostu.

   Dobra, dość tych smutasów, pomyślała.

Co się ostatnio działo?
Pojawił się znowu Jason. Ten sam chłopak, który kiedyś wtrącił się pomiędzy mnie i Willa i o mało nie zerwaliśmy. Nie sądzę, aby wynikło z tego coś dobrego. Obecność tego człowieka nigdy nie wróży nic dobrego. - zdążyła zanotować.

   - Belly?
   - Tu jestem.
   - Co robisz?
   - Nic - schowała zeszyt pod nogi. - Co ustaliliście?
   - Nie będzie ci przeszkadzać, jak Jason się u nas na chwilę zatrzyma?
   Tak, będzie mi to strasznie przeszkadzać. Nie chcę go tutaj, bo kradnie mi chwile, które mogłabym poświęcić tobie. Niech znika z naszego życia jak najszybciej i nie pokazuje mi się nigdy na oczy - chciała powiedzieć. Zamiast tego z jej ust wydobyło się tylko:
   - Jeśli chcesz, może zostać.
   Will przyglądał jej się jeszcze przez chwilę, więc przywołała na twarz jeden ze swoich uśmiechów. Miała je opanowane prawie perfekcyjnie.
   - Obiecuję, że nie zostanie tu długo. Dla jasności, nadal go nie lubię. Nie jestem jednak bez serca i przygarnę tego sierotę na kilka dni. Ale na więcej niech nie liczy.
   - Okay - odezwała się cicho. - Jedziesz po niego czy sam przyjdzie?
   - Muszę jechać, podobno nie może się przemęczać. Sto razy bardziej wolałbym zostać tu.
   - Tak, tak, wiem - powiedziała szybko. W sekundzie wpadł jej do głowy pewien pomysł. - A co powiesz na to, żebym spotkała się z Gwen? Z tego co mówiłeś to za dwa dni wyjeżdża, prawda?
   - Genialny pomysł. Podrzucić cię? - chwycił kluczyki w rękę i czekał na odpowiedź. Belly od razu zorientowała się, że mu się spieszy - przewracał kluczykami w dłoni.
   Ostatnio nie miała okazji sama wyjść poza jakikolwiek budynek, więc chciała skorzystać z chwili wytchnienia od ludzi.
   - Przejdę się - szybko podeszła do nastolatka, pocałowała w policzek i poszła na górę ubrać się. Wydarzyło się to w ciągu jednej, krótkiej chwili, w której nie było czasu na protesty. Chłopak przeczesał dłonią włosy i poszedł w stronę drzwi.


   Pierwszym co Belly odczuła na dworze było orzeźwiające powietrze. 6 września był dniem lekko chłodnym, mimo iż było to jeszcze kalendarzowe lato. Słoneczko lekko świeciło zza przyciemnionych chmur.
   Na ulicach panował spory ruch. Ludzie trąbili z samochodów, spieszyli się chodnikiem, jednym słowem wszędzie było tłoczno.
   Wśród tego całego zamętu stała Belly. W pierwszej chwili, przez kilka minut, nie mogła się odnaleźć. Przez ostatnie dni przyzwyczaiła się do swojego małego świata, spokoju i małej grupki ludzi. Na początku trudno było jej się odnaleźć w tłumie ludzi.
   Stała jak ktoś z zupełnie innego świata, Ale tylko przez chwilkę. Zaraz odzyskała rezon i przystąpiła do odgrywania roli. W tym świecie jak pokażesz, że jesteś słaby - zmiażdżą cię. Albo wykorzystają.
   Gwen mieszkała kilka ulic dalej, w bloku razem z matką. Belly do niej nie dzwoniła, ale założyła, że zastanie ją w domu zaledwie dwa dni przed wyjazdem.
   Pewnie się pakuje, pomyślała. Może jest u niej Sandra?
   Isabel nie spieszyła się. Lubiła spacerować ulicami miasta. Czuła się wtedy niezauważona, wśród tylu ludzi. Mogła myśleć. Dużo myślała. Lubiła myśleć.
   Kiedy była mała i chodziła tymi samymi ulicami z mamą za rękę, zawsze bawiła się, żeby nie nadepnąć na przerwę między kostkami na chodniku lub liczyła kroki. Nieporadnie, bo nie umiała jeszcze dobrze liczyć, ale sprawiało jej to frajdę. Teraz przyłapała się na tym, że liczy swoje kroki. Zauważyła, że musi mieć stale zajęty umysł, bo inaczej wariuje i zaczyna myśleć o przyszłości.
   - Pięćdziesiąt cztery, pięćdziesiąt pięć, pięćdziesiąt sześć - powiedziała głośno. Kilka osób się na nią obejrzało. Wydało jej się, że na jej twarz wpłynął lekki rumieniec.
   Nim się obejrzała, była już na osiedlu przyjaciółki. Spojrzała w okno Gwen. Było otwarte. Najprawdopodobniej ktoś był w domu.
   Podeszła do drzwi i pociągnąwszy je, weszła na klatkę schodową.  Mało brakowało i by upadła. Zanim weszła na schodek, zakręciło jej się w głowie. Miała szczęście, że obok była barierka, której mogła się przytrzymać.
   Żołądek ścisnął jej się ze strachu. Nie wiedziała co się dzieje. W ciągu kilku sekund pojawił sie pulsujący ból i za chwilę zniknął. Dziewczyna była zdezorientowana. Zamknęła na chwilę oczy. Kiedy znowu je otworzyła, nie mogła zorientować się gdzie jest.
   Do przytomności przywróciły ją czyjeś kroki dochodzące z góry. Ewidentnie kroki kobiety w obcasach. Nastolatka natychmiast oprzytomniała. Za żadne skarby nie chciała, żeby ktokolwiek zobaczył ją w takim stanie.
   Zaczęła wchodzić po schodach.
   - Isabel? - usłyszała znad głowy.
   - O, pani mama Gwen - uśmiechnęła się. Zawsze tak zwracała się do pani Larsen.
   - Gwen jest na górze, pakuje się. Leć do niej szybko, martwiła się o ciebie. Tak długo się nie odzywałaś,
   - Wiem - wymamrotała. - Lecę. Dziękuję, do zobaczenia.
   - Trzymaj się, Isabel.
   Znalazła się przed drzwiami. Zapukała.
   - Już idę - rozległo się zza ściany. - Oooo, Belly! Jezu, myślałam, że już cię nie zobaczę! - przytuliła dziewczynę z całych sił.
   - No co ty, nie dałabym ci odjechać bez pożegnania. Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz - zaśmiała się.
   - Nie zamierzałam - uśmiechnęła się. - Wchodź.


Przepraszam, że tak krótko i akcja toczy się tak powoli. Planuję powoli koniec opowiadania i trochę szybsze tempo akcji. W końcu się zanudzicie jak to będzie się tak powoli działo XD No, ale dopiero się uczę na nowo pisać. Okazuje się, że przez dwa i pół miesiąca można zapomnieć wiele rzeczy. Wiem, że brak mi systematyczności. Bardzo chciałabym to zmienić, ale każdy wie, jak mi to wychodzi. Jednak spróbuję ponownie, a czemu nie :)
Do następnego :)

snapchat: nusia75

Polecam zajrzeć TU i TU

10 komentarzy:

  1. Jeju nareszcie rozdział! Tak!!! Świetny jak zawsze ale proszę Cię nie karz mi czekać na następny tyle czasu 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobrze, nie będziesz tyle czekać :D

      Usuń
  2. Więc tak, piszesz bardzo ciekawie lekko i na pewno będę czekać na dalszą część! Jestem ciekawa jak poprowadzisz tę historię dalej:) Pozdrawiam i powodzenia! Oczywiście leci obserwacja :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kurde strasznie super piszesz <3 tak lekko, uwielbiam takie opowiadania <3 chyba tu zostaje :D zapraszam do mnie http://historia-o-niezwyklej-milosci.blogspot.com/2015/11/rozdzia-1.html?m=1i na inne opowiadania w moim wykonaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trafiłam tu przypadkiem ale naprawdę podoba mi się jak piszesz CUDOWNIE :) mam nadzieję że będziesz mnie informować o następnych postach ;3

    CHCIAŁABYM ABYŚ ZERKNĘŁA NA MOJE OPOWIADANIE. DOPIERO ZACZĘŁAM I JESTEM PODEKSCYTOWANA ;D . OPOWIADANIE BĘDZIE DOTYCZYŁO PEWNEGO BRYTYJSKIEGO PRZYSTOJNEGO YOUTUBERA ;* ZAPRASZAM!!

    www.pleasemoretime.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super rozdział :0 Czekam na następne xx
    MÓJ BLOG KLIK

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ciekawy post :) czekam na następne rozdziały ^^

    Zapraszam do mnieWanko's stories
    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń