wtorek, 7 lipca 2015

Chcę Żyć! Chcę Kochać! Rozdział 12

Hei ♥
Właśnie jest 00;17, a ja skończyłam przepisywać rozdział. Starałam się, aby po długiej przerwie był ciekawy i dobrze napisany. Przez ten czas czytałam moje poprzednie rozdziały i nie podobały mi się kompletnie, nie chcę już Wam dawać do czytania takiego ,,chłamu", myślę, że ten wyszedł troszkę lepszy. Wciąż nad tym pracuję.

Chcę Żyć! Chcę Kochać!

Rozdział 12



   -Belly! Przecież wiem - Conrad na nią popatrzył.
-No to hamuj! - zezłościła się nastolatka.
   Kierowca ocknął się i dopiero po chwili nacisnął na hamulec. Nie jechali szybko, nie było żadnego piskun opon. Samochód w dwie sekundy stanął w miejscu, a Belly i Conrad zostali w swoich fotelach. Byli lekko przerażeni. Oboje.  Auto już się nie kołysało, stało nieruchomo. Tak nieruchomo, jak Belly i Conrad.
   Pierwsza obudziła się Isabel. Zaciągnęła hamulec ręczny i wybiegła z samochodu. Za nimi słychać było dzwonienie klaksonów i krzyki niezadowolonych całą sytuacją kierowców.
   Podeszła do człowieka, który siedział nieruchomo przed maską samochodu i zasłaniał oczy. Chyba był zbyt oszołomiony, żeby zobaczyć, co się stało.
   Szesnastolatka przez małą chwilę zastanawiała się nad tym, co właśnie robił ten człowiek. Poddał się. Z zasłoniętymi oczami czekał na śmierć, a ona się zbliżała. Prawie do niego przyszła.
   Czy ten mężczyzna nie potrafi uszanować daru, jakim jest życie?
   - Halo? - Isabel podeszła bliżej i spojrzała w spokojną twarz cudownie uratowanego człowieka. - Nic się panu nie stało?
   Kiedy dotarło do niego, co się właśnie stało, spojrzał wreszcie na nastolatkę. Oniemiał i cofnął się szybko kilka kroków. Zasłonił twarz.
   - Nic mi nie jest. Ja już idę...- szybko zawiadomił i chciał się oddalić. Kiedy wstawał, lekko się zachwiał i stracił równowagę. Spadł miękko na asfalt i posiedział jeszcze chwilę.
   Wokół zebrał się spory tłum gapiów, z zaciekawieniem obserwujących poczynania mężczyzny.
   Isabel szybko do niego podeszła.
   - Nie ma mowy, żebyś stąd poszedł - oznajmiła i przeszła na ,,ty", kiedy spostrzegła, że chłopak jest w jej wieku albo o rok lub dwa lata starszy. - Najpierw obejrzy cię lekarz.
   Nastolatek miał ochotę zaprotestować i jak najszybciej odejść, ale gdy zerknął na zacięty wyraz twarzy szesnastolatki, zaprzestał protestów.
   - No okay, ale zawieziecie mnie do szpitala, czy gdzie tam planujecie, i zostawicie w spokoju - oznajmił. Przyglądał się Isyy, ale nie dostrzegł żadnej reakcji.Machnęła tylko ręką na samochód, aby wsiadł i sama usiadła obok Conrada.
   Chłopak spuścił głowę, założył kaptur na brązowe, krótkie włosy, włożył ręce do kieszeni i wszedł do samochodu.
   Tego nie było w planach, pomyślał Conrad. Przez całą tę akcję nie ruszył się ze swojego miejsca, nie zmienił nawet wyrazu twarzy. Zacisnął tylko mocniej ręce na kierownicy, kiedy zobaczył tego chłopaka idącego do samochodu.
   - Conrad, jedź już. Trzeba zawieźć - tu spojrzała na pasażera, oczekując od niego informacji, jak się nazywa, ale jej nie dostała. - jego do szpitala - wskazała głową na zakapturzoną osobę.
   - Okay... - mruknął Conrad przymulony i ruszył z miejsca, tym razem dużo wolniej.
   Tłum gapiów nareszcie się rozszedł. Nikt nie zadzwonił po policję ani po pogotowie. Żadna z tych osób nie zainteresowała się stanem zdrowia tego człowieka. Ludzie szeptali między sobą, sądząc, że robią to dyskretnie. Pewnie analizowali, co powinien zrobić dobry kierowca, narzekali, że takim ludziom nie powinno dawać się prawa jazdy albo, że ten człowiek powinien uciekać. Ci, co nie uczestniczyli w całym tym zamieszaniu, mogą sobie dużo dumać, co by zrobili. Nic nie zrobili. Stali tam i plotkowali. Zaraz kilka osób pójdzie do swoich sąsiadów i pochwali się, że widzieli wypadek. Okaże się, że doszło do wypadku, że poszkodowany prawdopodobnie (bo przecież tak wyglądało) ma wstrząs mózgu albo jeszcze gorzej... Ludzie lubią plotkować i to się nie zmieni, myślała Belly.
   Sięgnęła ręką do torby, gdzie powinien być pamiętnik. Powinien, ale go nie było. Isabel przestraszyła się nie na żarty i znów zaczęła gorączkowo grzebać w torbie. Nie pomagało jej słabe światło z samochodu, a na zewnątrz było już ciemno.
   Już chyba wiem, pomyślała, nie zabrałam go ze szpitala!
   Kiedy o tym pomyślała, uspokoiła się trochę. Dobrze wiedziała, że jeśli znalazł go ktoś z personelu (a podczas sprzątania na pewno znalazł), domyśli się czyj to ,,zeszyt" i przechowa. A właśnie zbliża się dobra okazja, aby go odebrać. Jadą z... Z kim?
   - Ej, jak ty właściwie się nazywasz? - zaciekawiła się Isabel.
   - Nieważne. Daleko jeszcze? - odburknął.
   - Chwila - odparł Conrad.
   - Właśnie. Zdejmij ten kaptur. Gorąco jest w samochodzie - naciskała Belly. Na te słowa nieznajomy schował się głębiej za siedzenie Conrada. Przez mały ułamek sekundy nie miał na sobie kaptura, który spadł i został szybko powtórnie założony. Chwila wystarczyła, żeby Issy mogła zobaczyć jego twarz. Wydała jej się bardzo znajoma.
   Przewinęła w myślach kilka podobnych osób, aż upewniła się, kto to dokładnie jest. Zabawne, że niedawno wspominała pewien przykry incydent z tą osobą, a ona teraz tu siedzi.
   Tylko nie to, pomyślała. Wiedziała, że chce ukryć przed nią to, kim jest.  Nie uda ci się, prawie powiedziała na głos.
   - Wiem, kim jesteś - odezwała się pośród ciszy przerywanej jedynie warczeniem silnika.


temysli.pl


   Pasażer popatrzył na nią oniemiały. Sięgnął ręką do klamki od drzwi.
   - Jeśli teraz wyskoczysz, wypadniesz z samochodu z prędkością 130 km/h i na pewno zabijesz. Nadal chcesz uciec? - specjalnie przesadził. Wywołała przerażenie u nastolatka, czyli osiągnęła cel.
   Cofnął swoją dłoń i skulił się w fotelu. Przez jakiś czas nikt się nie odzywał.
   Conrad nie mógł połapać się w całej sytuacji. Tych dwoje zachowywało się tak, jakby go tu nie było.
   - O co tu... - chciał zapytać, ale mu przerwano.
   - Słuchaj, nie planowałem wpadać tobie i temu świrowi pod samochód. Zawieźcie mnie do tego cholernego szpitala jeśli musicie i zostawcie tam. Udawajmy, że nic się nie stało i...
   - Nie boisz się, że w szpitalu zobaczą, co masz we krwi i wezwą policję? - wtrąciła.
   - Nie wiem o co ci chodzi - odpowiedział i unikał wzroku dziewczyny.
   - Doskonale wiesz, nie udawaj - powiedziała spokojnie.
   - Skończyłem z tym - spojrzał w jej oczy. Jego były ciemnoniebieskie.
   - Nie wierzę ci, nie ty - powiedziała gorzko.
   - To uwierz. Przestałem zaraz po tamtym incydencie - znacząco spojrzał i zaakcentował ostatnie słowo.
   - Pfff, siniak pod okiem zrobił swoje - skwitowała Belly.
   - Sama chciałaś - mruknął.
   - A ty sam dałeś - odburknęła. Nie udało jej się już zachować spokoju.
   - Skończmy ten temat.
   - Ten temat nigdy nie będzie skończony - zezłościła się. Była bardzo pamiętliwa.
   - Nie będę cię przepraszał, bo nie mam za co - rozłożył się bardziej na fotelu. Od czasu ostatniego spotkania stał się jeszcze bardziej arogancki.
   Ładnie się złości, przeleciało mu przez myśl. Zaraz! Co?!, opanował się.
   - Nie wiem czy was to interesuje, ale dojechaliśmy do szpitala - odezwał się cichutko Conrad.
   - Okay, dzięki za podwiezienie. Dalej sobie poradzę - już był za drzwiami.
   Conrad szykował się do ruszenia dalej.
   - Poczekaj - zatrzymała go Belly. - Wybacz, ale nie pomogę ci dziś. Spotkamy się jutro. Muszę się upewnić, czy mówi prawdę - cmoknęła go w policzek i odeszła szybciutko.
   Conrad oniemiał. Potarł radośnie policzek i uśmiechnął głupio. Zapomniał o swoich planach. O kluczach do nowego mieszkania Belly w kieszeni też...
   - Ej, ty! Poczekaj - krzyknęła w szpitalnym korytarzu Isabel. Zakapturzony chłopak odwrócił się, ale nie miał zamiaru poczekać. - Stój! Idę z tobą!
   - Zajebiście... - mruknął pod nosem. Belly podbiegła.
   - Mu... - zadzwonił telefon nastolatki. Na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Willa. Odebrała.
   - Gdzie jesteś? - usłyszała.
   - Nie znalazłeś karteczki? - zapytała zdziwiona.
   - Jakiej karteczki?
   - Nie było jej na lodówce?
   - Nie - odpowiedział William.
   - Dziwne, zostawiłam - zastanowiła się.
   - Nieważne. Gdzie jesteś? - zapytał ponownie. Belly bała się odpowiadać, ale Willa by nie okłamała.
   - W szpitalu - szepnęła cicho.
   - Cholera jasna! czemu nie zadzwoniłaś?! Co się stało? - zmartwił się i zdenerwował.
   - Właściwie to...


Czekam na komentarze od Was! ♥ Dziękuję za to, ze mimo tak długich przerw jeszcze tu jesteście! Mam nadzieję, że napiszecie, jak mi poszło ♥ 

PS jeśli nikt się nie zgłosi do konkursu w poście niżej, po prostu go odwołam :)

2 komentarze:

  1. o kurcze ale komplikujesz sprawy! Genialne! Po prostu genialne!
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Tylko nie chce czekać tak długo pamiętaj ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Komplikuję? Wiesz kto to jest? :o

      Usuń